hejt

Na co się przygotowałam ruszając z blogiem? Na mnóstwo przykrych słów pod swoim adresem. Wyzwisk. Słów krytyki. Wiele osób których blogi czytam dzieli się właśnie swoim doświadczeniem w tym zakresie. Różne osoby – ale hejt ten sam. Uniwersalny. Pochlebnie założyłam, że i mnie się dostanie. Jednak na to trzeba zapracować. Na przykład popularnością.
W każdym razie – gdyby mój blog miał się z popularnością wybić ponad znajomych – wszechświecie, komunikuję – jestem gotowa na hejt.

Tymczasem to na co się nie przygotowałam – to ciepłe słowa, które ujmują w sobie podziękowania, radość i moc motywacji dla mnie. Jeżeli z ostatniego czasu mam przypomnieć sobie momenty w których krew uderzała mi do głowy, niczym fale z pełnym impetem rozbijające się o skały, to momenty kiedy słyszę, że fajnie piszę, fajnie się czyta, że to co piszę jest o Was. Moje serce wówczas krzyczy z radości. I ……… i momentalnie staję jak sparaliżowana. Zastygam naprzemiennie z mikroruchami każdej komórki mego ciała kręcącej się w innym kierunku. Dochodzi wówczas u mnie do ogólnej destabilizacji.

Pomimo, że to najpiękniejsze słowa, wymarzone – to dlaczego tak ciężko jest je przyjąć? Zaopiekować się nimi. Cieszyć się nimi?

Chcę inaczej.

Chcę umieć dziękować ludziom. Chcę umieć pokazać całą tą radość, która we mnie powstaje dzięki Wam. W środku, głęboko. Bo powstaje. Jednak wyruszając w drogę podziękowań utyka – pewnie zwalona z nóg ciężarem sformułowania a na powierzchnię wydobywam z siebie mamrot brzmiący jakoś tak:

„No co Ty. To nic takiego”.

No właśnie nie. To ogromna rzecz dla mnie , że ruszyłam ze swoim marzeniem. I jeszcze większa, że Ty to doceniasz. I jeżeli to właśnie do Ciebie mówiłam, że nie wygłupiaj się, jeżeli to Tobie mówiłam, że jesteś moją jedyną Czytelniczką, jeżeli to Tobie nie umiałam podziękować w wyniku skrępowania, które w tym momencie mnie obezwładniało – to chcę Ci powiedzieć, że to ogromnie duża dla mnie sprawa. I strasznie Ci dziękuję. Za to, że podeszłaś, za to, że napisałaś, za to, że zadzwoniłaś.

Nie próbuj teraz Ty powiedzieć – No co Ty, to nic wielkiego……….Codziennie jesteśmy w stanie sobie tyle dawać, i tyle dostawać. Nie doceniamy tego. Umniejszamy temu co dajemy ale przez to nie jesteśmy godni by przyjmować. Tracimy na tym wszyscy. Pokutuje w nas wychowanie gdzie w dobrym tonie było nie wynosić się zbytnio z tym co w nas dobre. Dostaliśmy niedopracowaną definicję skromności.

Na dziś zawieszam korzystanie z noszącego mocne ślady użytkowania „No co Ty, to nic wielkiego” i dziękuję z całego serca za wszystkie słowa otrzymane od Was. Bardzo to doceniam. Dajecie mi tym ogromną siłę, energię i moc, którą z pełną świadomością chcę od Was wziąć. Dziękuję.

hejt hejt hejt hejt