leń

LEŃ. Wiesz kto on?

Pracowitość swoją upatrywałam w tym, że nie przesiaduję jakoś szczególnie na kanapie. No bo leń – to tylko ten rozwalony i najlepiej przed telewizorem. Ale ja nakryłam swojego w innym wydaniu. Mój nic nie umie, nic nie potrafi, nie wie jak. Ogólnie całą energię ukierunkowuje na znalezienie tego, kto go wyręczy. Mój leń specjalizuje się w wielu dziedzinach. Mistrzostwo osiągnął już w tematach technicznych. Gdzie tylko natrafia na słowo komputer, aplikacja – bryluje. A i moje otoczenie już sobie podporządkował. Za litość, którą wzbudza – inni są w stanie zrobić to za niego. Z upływem czasu coraz mniej czasu potrzebował by mógł się oddać technicznej ignorancji w błogim spokoju. A koronny argument o maślanych oczach, że boi się, że coś zepsuje zawsze działał. Leń ma też tematy przy których nawet nie wysila się na argumentację. Wystarczy, że stanowczo sugeruje, że tak jest i tyle. Koniec. Kropka. Często zazdroszczę mu konsekwencji i stania przy swoim. Leń mój solidnie nakarmiony, rubaszny i frywolny nie wychodził poza swoją strefę komfortu i nie starał się zadziałać inaczej – aż do teraz.

Wystarczyło, że leń się raz zagapił a mi na czymś bardzo zależało – i stało się. Został publicznie skompromitowany bo okazało się, że można……., że można próbować coś zrobić nawet jak się tego nie umie, nie wie a świat nie rzuca mi się z pomocą. I już na wylot dobiło mojego lenia to, że mi się udało.

leń leń leń leń leń leń leń leń leń