Katarzyna Sadowska Autosabotaż

Czy masz coś wspólnego z Beastie Boys?  Jeżeli nie wiesz to posłuchaj tej piosenki i daj znać czy może Ci już coś świta? Sabotaż? Wg. Wikipedia Sabotaż (z fr. sabotage) – umyślne niewypełnienie albo wypełnianie wadliwie swoich obowiązków w zamiarze wywołania dezorganizacji, strat i szkód. Sabotaż ma na celu uniemożliwienie lub utrudnienie prawidłowego funkcjonowania zakładów albo urządzeń lub instytucji o poważnym znaczeniu dla działania państwa. 

Otóż ciekawa jestem czy ktoś jeszcze oprócz mnie uprawia sabotaż? Autosabotaż?

Dziedziny dowolne. Przy odpowiedzi nie trzeba się zawężać do planów życiowych aczkolwiek ja przedstawię jak to działa u mnie w głównej sprawie.

Ale jak doszłam do tego, że to co uprawiam zezwala na to by dać temu miano autosabotażu? Długo zastanawiałam się jak nazwać – długotrwałe wysiłki, które przynoszą mało wymierny efekt? A może nawet żadnego efektu? No samo cisnęło się na usta, że coś muszę robić nie tak. I cała przewrotność tej sytuacji polega na tym, że mogę posilić się o próbę przekonania Cię, że robię wzszsytko w kierunku tego by osiągnąć to na czym bardzo mi zależy.

Więc dlaczego tego jeszcze nie osiągnęłam?

No właśnie. Ciekawe pytanie.

Wszystkiemu winne jest  sabotowanie swoich działań przez samą siebie. Brzmi niewiarygodnie ale zobacz czy gdzieś w tej historii nie odnajdziesz swojego kawałka.

Na samym początku przygody z autosabotażem stoi wypieranie swoich marzeń. One wracają a Ty ciągle powtarzasz sobie, że to niemożliwe. Że może kiedyś ale teraz to to i tamto. Mało tego – idzie się przekonać, że człowiek „z byka spadł”  i mu takie szaleńcze pomysły chodzą po głowie. Bo przecież z czym do ludzi. I gdyby brać pod uwagę ocenę mojej skuteczności – to uprawianie autosabotażu mocno zawyża mi średnią. Byłam tak logiczna w argumentacji, że latami udawało mi się wytłuc odradzające się marzenia zmiany kariery zawodowej. Ale nie, że niby w oczywisty sposób. Bo ciągle coś w tym kierunku robiłam. Ale od początku:

Najpierw trzeba dobrze przygotować grunt. Niezawodnie i zarazem tylko destrukcyjnie działa przekonanie, że jest się do niczego. To jest woda na młyn wszelkim dalszym autodestrukcyjnym rozwiązaniom. Takie przekonanie nawet na tak dużym poziomie ogólności jest w stanie regulować nastrój tak by pozostawać w opozycji do marzeń. Mam nadzieję, że nie wiecie jak łatwo jest mówić do siebie, że się jest do niczego. Jest to tak silne, że juz człowiek nie próbuje rozbijać tego na mniejsze kawałki.  Nie próbuje dochodzić co to właściwie oznacza. Wystarczy, że człowiek zrobi wszystko by dowieść racji swojemu przekonaniu. Przecież nikt nie lubi się mylić, prawda?

Zatem. Poszłam na studia z ekonomii, na które zażarcie chciałam się dostać. Dlaczego? Nie wiem. Skończyłam je z wiedzą kiedy jest równowaga rynkowa i dbam o to by popyt (głód) równoważył podaż w mojej lodówce. Więcej przemyśleń po studiach nie miałam. A nieeee!! Jeszcze jestem w posiadaniu znajomości zasady FIFO – pierwsze weszło pierwsze wyszło. W lodówce stosuję tą zasadę czasami, na imprezach nigdy.

Tak więc jeżeli człowiek chce kopać pod sobą już od najmłodszych lat adolescenctwa warto iść na studia odwrotnie proporcjonalne do predyspozycji. Przecież skoro mylę się w dodawaniu i odejmowaniu w zakresie do 20-tu to niemożliwością było przewidzieć, że liczbami będę żonglować z rozmachem odpowiadającym mojemu brakowi skrupulatności. Zresztą wystarczy spojrzeć, że wydaje więcej niż zarabiam od zawsze by wiedzieć, że to dobra dziedzina by dowieść swojej racji o beznadziejności.

Dobra – przejdźmy do życia zawodowego. Nie będę „przechodzić” przez wszystkie prace. Powiedzmy, że skupię się na fakcie, że przez moment „szyłam sukienki”. Tak. Był to moment dla mnie trudny z wielu powodów i postanowiłam pokazać całemu światu, żeby się ode mnie odczepił. Nie było lepszego momentu by dowieźć, że jestem do niczego.

Tak więc nie przyszywszy w życiu własnoręcznie guzika, wymyśłiłam sobie, że na fali polskich projektantów wejdę też w ten trend. Weszłam szybko. Wyszłam szybko. (Tu zasada LIFO – ostatnia weszłam – pierwsza wyszłam). Czy czujecie jaką miałam już wówczas mocną argumentację na swoją beznadziejność? Dowody na poparcie tej tezy zebrane i przypieczętowane niesprzedawalnymi sukienkami. No w sumie – gdyby zobaczyły te sukienki coś więcej niż moją sypialnię to kto wie? Jednak ten rozdział miał co innego na celu pokazać. I swoje zadanie wypełnił.

Tak więc przybliżając Ci pokrótce moje doświadczenie sabotażowe – zobacz czy również nie bierzesz się za rzeczy z góry skazane na porażkę. I nie dlatego, że człowiek jest do niczego. Zwyczajnie – nikt nie jest do wszystkiego. A mając zakamuflowane niekorzystne przekonanie na swój temat – jak nic zrobimy wszystko na potwierdzenie swojej nieomylności.

Tutaj jeszcze dochodzi kwestia tego, że w autosabotażu z chęcią pałeczkę oddajemy lękowi przed ośmieszeniem się. Jest on szczególnie natężony jeżeli dotyka tematów bliskich naszemu sercu. Stąd lepiej udowadniać swoją niekompetencję na neutralnym gruncie. Tak, tak – w całej autodestrukcji człowiek zachowuje odrobinę godności i korzysta z obrony zwanej strachem a skutkującej w niedopuszczaniu do głosu pragnień. 

Czy chociaż trochę przybliżyłam Wam spiralę sabotażu?

Krótkie podsumowanie:

Pragnienie: Być wolną i niezależną w pracy.

Przekonanie: Jestem beznadziejna.

Działanie: Skoro nie postrzegałam swoich marzeń jako coś znajdującego się w moim zasięgu to podejmowałam się szeregu czynności.  Nikt (nawet ja sama) nie mógł mi zarzucić, że nic nie robię, że się nie staram. Robiłam/ starałam.

Dobra. Ale wreszcie stało się. Dopuściłam do siebie pragnienia. Pokonałam sama siebie w autosabotażu.

Mam bloga. Jestem wolna. Sukces?

Połowa. 

Z myślenia w schemacie sabotowania nie wyrasta się tak szybko. Zatem znowu pojawiają się na mojej drodze działania, które pomimo tego, że 99% procent czynności prowadzi mnie do celu, tym jednym procentem umiem zawalać.

Temat długi więc zostawiam już na inny wpis – ale mówi Wam coś prokrastynacja? Jak to się dzieje, że potrafimy ważne sprawy odkładać tak w czasie aż potem zmuszeni jesteśmy do zrobienia tego w ostatniej chwili – z efektem na odwal. Temat jak najbardziej z obszaru autosabotażu.

Macie jakieś praktyki, którymi możecie się podzielić?

Katarzyna Sadowska Autosabotaż Katarzyna Sadowska Autosabotaż Katarzyna Sadowska Autosabotaż Katarzyna Sadowska Autosabotaż Katarzyna Sadowska Autosabotaż