Realizacja marzeń

Realizacja marzeń – Wskoczyłam na wyższy poziom! A kto słyszał o tym, że od samego celu ważniejsza jest droga do niego?

Niby znane. Może nawet dla niektórych oklepane. A mnie wciąż nie opuszcza uczucie, że już bym chciała być na końcu tej drogi a w zasadzie to już odczuwać radość i delektować się realizacją marzenia a nie ciągle mieć je jako punkt odniesienia w przyszłości. Może też tak masz?

Jeżeli tak, to tym bardziej zapraszam Cię do wspólnego studzenia się z nierealnych zapędów. Studzenie nie oznacza rezygnacji – wręcz przeciwnie – pokażę Ci jak wskoczyłam na wyższy poziom w zabawie zwanej realizacją marzeń.

 

Realizacja marzeń

Jednak na początek musisz wiedzieć, że o mały włos nie wypadłam z gry. <Po raz kolejny>. Co zatem było takiego ciężkiego,  co mogło zakończyć się moją dyskwalifikacją na pierwszym poziomie?

ODPOWIADAM:

Rozczarowanie sobą, smutek, niezadowolenie, frustracja. Znasz to? Czas leci a marzenie jak było na widnokręgu tak dalej tam jest. Dopada zmęczenie a dystans wciąż się nie zmniejsza. To jest takie miejsce gdzie najwygodniej jest się poddać. Rzucić cały ten wysiłek i zawinąć się do swojego starego życia. Ledwo, jak przez mgłę już pamiętam wszystkie jego niewygody. Ale jedna korzyść wydaje się przyćmiewać wszelkie pozostałe minusy przez co zaczynam rozważać powrót na „stare śmieci”. Wreszcie będzie można znowu nic nie robić. Człowiek zmęczony wysiłkiem jest taki podatny na widzenie wszystkiego w czarnych barwach. Ze łzami w oczach spoglądającymi w stronę uciekającego horyzontu przystąpiłam do oceny moich poczynań w kierunku realizacji marzeń. Bo dotarło do mnie, że trochę zboczyłam z kursu. Trochę rozdrobniłam się na wiele spraw i zapomniałam po co faktycznie chciałam założyć bloga. Blog miał mi umożliwić kontakt z Kobietami, które tak jak ja chcą nauczyć się pewności siebie, które chcą od życia wszystkiego co dla nich najlepsze bo przecież każda/y z nas na to zasługuje.

Zatem jak wypadło u mnie podsumowanie ponad rocznej działalności bloga? Nie jest to najprzyjemniejsza  i najbardziej chlubna część. Ale szczera. Dlatego potrzebna. Więc nie ma co się roztkliwiać dłużej tylko przejść przez to i zacząć działać.

Szczery rachunek sumienia przyprawił mnie o tak bardzo znany mi dyskomfort. Takie nieprzyjemne uczucie świadczące o tym, że to nie ja kieruję i nadaję bieg swojemu życiu. I można by powiedzieć, że wróciłam do punktu wyjścia. Przyznaję się, że miałam takie zapędy by unieważnić wszystko co do tej pory zrobiłam. Kto z Was również tak lubi generalizować i szukać argumentów by dowieść swej porażki? –  Jeżeli brzmi znajomo zajrzyj też tu: Jednak tym razem zapragnęłam zrobić coś inaczej. Wiem, że nic nie daje wylewanie na siebie niczym nieprzefiltrowanych słów krytyki. Na tyle bezwzględnych by paraliżowały i usprawiedliwiały niemoc. Tego zawsze potrzebowałam by skulić się w sobie i móc już nic nie robić. Jakie to było wygodne. I skłamałabym gdybym powiedziała, że uświadomienie sobie takiego schematu działania nie kusiło mnie…. Ale nie dałam się. Co zrobiłam inaczej? Otóż tym razem przyjrzałam się sobie i swoim ostatnim działaniom ze sporą dawką empatii. Myślę, że nawet zgromadziłam jej dla siebie więcej niż wymagać może „statystyczna norma” – ale to prewencyjnie. Przydało się. Spojrzałam na siebie jak na przyjaciela, któremu chciałabym pomóc. Priorytetem nie było to by było mi miło z przemyśleniami ani by kąśliwymi uwagami zmobilizować się do bardziej wytężonej pracy. Cel był jeden. Wypracować konstruktywne wnioski. Zobaczyć co się sprawdza – by to zostawić. A to co nie działa – spróbować zmienić. Jak to piszę – wydaje mi się to tak oczywiste. Dlaczego zatem nigdy tak nie robiłam? Przysięgam, że nie znam odpowiedzi. Ważniejsze jednak jest to, że jestem z siebie cholernie dumna. Bo dałam sobie wsparcie. Dałam sobie przestrzeń do rozważań. I piszę o tym bo jeżeli chociaż jedna z osób to czytających też jest dla siebie niezwykle surowa, z aspiracją do bezwzględności – to chcę by wiedziała, że tamta droga prowadzi do nikąd. Robiąc to samo nie możemy oczekiwać innych rezultatów. Przez blisko 40 lat próbowałam podważyć tą teorię:)). W końcu dałam się przekonać żeby działać inaczej i widzę pozytywne zmiany.

Podsumowując: dokonałam empatycznej oceny z nastawieniem na wyciągnięcie wzmacniających mnie wniosków co mogę poprawić i ulepszyć. Nie mam żadnych wątpliwości, że wiesz, że tak trzeba robić – ale czy tak robisz?

Realizacja marzeń

Ja już tak. Wiem co u mnie zawiodło. Może moja „lekcja” pozwoli Tobie pierwszy etap przejść szybciej. Otóż ja skupiłam się i ogarnęłam tylko pierwszy krok dotyczący realizacji marzeń. Założenie wymarzonego przeze mnie bloga. Było to dla mnie takim wyzwaniem, że uznałam iż jak tego dokonam to to wystarczy by rozpędzić koło życia na tyle – że będzie to samograj, który doprowadzi mnie do celu. Realizacja marzeń potoczy się sama. Wykazałam się dużym optymizmem, prawda?

Wzięłam duży rozbieg, wykonałam skok na głęboką wodę i ………i leciałam wytracając prędkość. Brak planu pozwolił wyklarować się złudzeniu, że jakoś to pójdzie. Byleby zacząć. Byleby zrobić pierwszy krok. I absolutnie nie chcę lekceważyć jego siły. Chcę jedynie podkreślić, że nie mogło pójść zgodnie z planem skoro planu nie było. A, że miało jakoś pójść to jakoś poszło.

Dowodzi to tyle – że zadzieje się dokładnie to co mamy w głowie. Dlatego skorygowałam mój kurs w śmiałej drodze po marzenia. Mój plan na życie dotyczy rozkochania się w nim, kładąc największy nacisk na pokochanie siebie – a wszystko po to by wieść wymarzone życie. Nie chcę zrezygnować z tego by przeżyć je po swojemu w najlepszej wersji. Przecież nie chcę iść na łatwiznę. Ciężkiej pracy się nie obawiam a z wymówkami przecież się już pożegnałam.

Zatem #wdzięczność czuję za możliwość skorygowania kursu. I to co chcę powiedzieć i Wam ale też sobie – to, że bardzo mocno poczułam o co chodzi w dążeniu do realizacji marzeń, celów. O WYTRWAŁOŚĆ. Nie ma zrealizowanych marzeń bez konsekwentnego działania. Jednorazowe zrywy, przestawanie po pierwszych porażkach, poddawanie się na początku drogi, uleganie słabościom – to konieczny element każdej wędrówki po lepsze. I poczułam, że nie chcę się poddać, że nie chcę rezygnować z marzeń bo właśnie jestem już bliżej. Właśnie o te wszystkie potknięcia jestem bliżej.

To niesamowite bo właśnie czuję, że weszłam level wyżej. Że zaliczyłam pierwszy etap jakim było nie poddać się po pierwszych trudnościach i przeciwnościach. Przeanalizowałam, zobaczyłam co mogę usprawnić, ulepszyć i wyszłam z tego silniejsza. Wytrwałość – poznanie jej mocy przenosi na wyższy poziom.

REALIZACJA MARZEŃ

Dlatego koniecznie chciałam się z Tobą tym podzielić – bo jeżeli również sięgasz po swoje marzenia.

Jeżeli jest jakiś cel, który chcesz osiągnąć.

Jeżeli wprowadzasz w swoim życiu jakąś zmianę.

I być może dopadł Cię smutek, zwątpienie, że się nie uda

to koniecznie chce byś wiedział/a, że to jest miejsce w którym albo się poddasz albo przejdziesz do kolejnego etapu.

To jaka jest Twoja decyzja?

Natomiast jeżeli jeszcze nie miałaś/eś tyle odwagi by wyruszyć w podróż po swoje marzenia – to zachęcam Cię. Na początek możesz zobaczyć jak to było u mnie.

 

TOREBKA – FABIOLA 

TULIPANY z ogródka w Nałęczowie

Realizacja marzeń Realizacja marzeń Realizacja marzeń Realizacja marzeńRealizacja marzeń

lessthanperfect.pl

Prowadzę te konta Z MYŚLĄ o nauce KOCHANIA nieperfekcyjnego ŻYCIA. Bo życie można przeżyć CIEKAWIE i z dobrą ENERGIĄ. Dlatego LESS THAN PERFECT to miejsce inspiracji dla osób chcących się rozwijać i dla tych co chcą uwierzyć w siebie. To miejsce nauki kochania życia od zaraz i tu zaczynamy od pokochania siebie. To miejsce gdzie zachęcam by zmieniać się wspólnie ze mną na lepszą wersję siebie.  To miejsce nauki odnajdowania szczęścia w codzienności. To miejsce gdzie uczymy się od siebie, szukamy wzajemnych inspiracji. Jeżeli też chcesz coś zmienić w swoim życiu - to zostań ze mną. 

Ostatnie video