Bądz dla siebie przyjacielem

Bądź dla siebie przyjacielem. Przestań być swoim wrogiem. Dogadaj się ze sobą. Ja próbuję. Uważam się za komunikatywną osobę. Z łatwością nawiązuję kontakty. Wszędzie mam coś do powiedzenia a i w słuch potrafię się zamieniać. A samej ze sobą nie idzie mi łatwo. Wydawałoby się, że powinno być łatwiej bo wizja szczęścia jedna, wartości te same. Ale coś zgrzyta na poziomie wdrażania zmian w życie.  Negocjuję i negocjuję ze sobą aż w końcu coś ustalam i zatwierdzam. Jak to, że będę żyć ze sobą w przyjaźni. Poczułam, że może to mieć naprawdę pozytywne konsekwencje. Dlatego przed przypieczętowaniem tej przyjaźni namierzyłam wszelkie trudności i miejsca gdzie może zgrzytać. W końcu wiedziałam gdzie kieruję najwięcej zastrzeżeń do siebie.  Akademicko rozpisałam na co mam wpływ i co mogę z tym zrobić. A na co nie mam. Gotowość przyjaźni potwierdziłam po przełomowym odkryciu, że że nie jestem swoimi myślami. Jakież to było uwalniające. Że moje myśli to tylko to co się we mnie myśli. Ja mogę to obserwować. I mogę się z tym zgadzać albo nie. A ja żyłam w przekonaniu, że już jak pomyślałam to tak jest. Otóż nie!!. To co się we mnie myśli jest formą obrobionej wg. dostępnych mi doświadczeń wizji rzeczywistości i nie musi być to wcale prawdą. Ktoś mający inne doświadczenia, patrząc na to samo – będzie myślał co innego. Eureka!. Czułam wówczas, że już teraz świat stoi dla mnie otworem. Że skoro tak, że skoro trzymając się kurczowo moich myśli nie jestem bliższa prawdy – to mogę tym sterować na swoją korzyść a nie jak to wyrobiłam sobie w zwyczaju – na niekorzyść. To było momentem przypieczętowania mojej ze sobą przyjaźni. Od tego momentu miało być sielsko. Miałam być dla siebie przyjacielem. 

Bądz dla siebie przyjacielem

Bądź dla siebie przyjacielem – jak mi poszło?

Wtedy to odkrycie próbowałam przełożyć na wiele dziedzin życia, w których powiedzmy to – miałam dużo argumentów, że nie idzie mi najlepiej. Zmianą myśli chciałam zabliźnić swoje rany dotyczące mojego wyglądu i wagi. O woowww!! Zachwycona moim nowym sposobem myślenia schudłam 8 kg w jeden dzień:).  

Poczułam, że odciążając własne myśli automatycznie nabrałam lekkości. Odkryłam, że to ten krytycyzm tyle ważył. A to jak ustawię postrzeganie świata w mojej głowie – będzie właśnie tą prawdą. Tą wobec której tak bardzo chciałam być lojalna. Tą prawdą, której nie chciałam nigdy oszukać tym, że jestem fajna, mądra, ładna czy wystarczająca. Dlatego wierzyłam, że ustawiając prawdę w innym miejscu – będę dalej lojalna wobec siebie ale moje zachowanie będzie już inne. Bo punkt wyjściowy będzie inny.

Tak więc swoją nową prawdę ustawiłam w punkcie – jestem OK. Jestem wystarczająca do tego by przeżyć życie ciekawie, by odnosić w nim sukcesy, by być szczęśliwą. Tak się rozpędziłam, że nawet sobie powiedziałam, że mam wszystko czego mi potrzeba. Że niczego mi nie brakuje. A jeżeli czegoś mi będzie brakować – to mam wszystko by się nauczyć, nadrobić, pojąć. Czułam się taka lekka wtedy. Czułam jak zmiana punktu wyjściowego – nakręca moje działania. Byłam wystarczająco silna by nie kontynuować pracy w której się dusiłam, wystarczająca by zacząć prowadzić bloga, wystarczająca by próbować swoich sił na YT. Wiedziałam, że mam braki, wiedziałam jakie – ale wiedziałam, że to wszystko jest do nauczenia się. Że każdy kto kiedyś zaczynał – też był w tym miejscu. Że nie od razu Rzym czy Kraków zbudowali. Nawet się to wszystko w mojej głowie trzymało kupy. Czułam, że się ze sobą po blisko 4 dekadach dogadałam. Że się pogodziłyśmy. Że już nie mam do siebie listy zażaleń.  Z opóźnieniem ale, że zostałam swoją najlepszą przyjaciółką. Czułam, że wreszcie mogę na siebie liczyć. Czułam, że mam w sobie wsparcie – bo przecież jestem OK.

Bądz dla siebie przyjacielem

Jak ja tęsknię za tą przyjaźnią. Nawaliłam.

Wystawiłam tak dobrze zapowiadającą się przyjaźń na próbę. Czy da mi kolejną szansę? Wskaźnik mojej prawdy znowu osunął się przybliżając mnie do beznadziejności. Znowu znalazłam się w tym miejscu tak dobrze znanym. Znowu widzę tak wyraźnie, recytowane latami swoje wady, niedoskonałości. Znowu nie chcę się oszukiwać. Nie chcę kłamać, że jestem OK, nikogo przecież nie nabiorę, że jestem wystarczająca. Jest beznadziejnie – ale w tym zmurszałym miejscu nic nie muszę. Mogę do woli rozpamiętywać co mi w życiu nie wyszło. Mogę w nieskończoność użalać się nad sobą. I tak nikt tego nie zrozumie. Nie jest fajnie. Ale przecież nie mam wyjścia – by być w innym miejscu. Gdybym była Ok, gdybym była wystarczająca – to wtedy by było co innego…a tak…. Cóż…

Obie te prawdy – są prawdziwe. Obie stanowią realne odzwierciedlenie tego co w danym momencie czuję. Niezmienne są tylko warunki zewnętrzne, które przez zewnętrznego, bezstronnego obserwatora mogłyby zostać uznane za naprawdę OK. Kochająca Rodzina, dająca wsparcie do tego bym się realizowała, życie na poziomie….więc co do cholery znowu jest nie tak?

To, że znowu dałam ciała. Znowu pobiegłam za nawoływaniem mojej beznadziejności, która mnie uwiodła. Po raz kolejny. Mimo, że już miałyśmy rozstać się na zawsze bo to obiecałam mojej nowej przyjaciółce. Uśpione i zaniedbane poczucie beznadziejności zachęciło bym zrezygnowała z trudu mierzenia się z nowym i nieznanym, wychodzenia naprzeciw wyzwaniom bez gwarancji, że się uda. W zamian obiecało, że mogę w zjełczałym ciepełku, w spokoju rozkoszować się nic nierobieniem.

Zawiodłam. Znowu wykiwałam samą siebie. Ucieszona z wykonanych dwóch kroków do przodu sprintersko musiałam odskoczyć do tyłu. Ale, ale …… właśnie w tym momencie na ratunek przychodzi mi, szczątkowa i błąkająca się bez osadzenia, wiedza z ekonomii. ( Nigdy człowiek nie wie co mu się kiedy przyda. A studia ekonomiczne uważam, za największą pomyłkę życiową – to jednak coś tam dobrego z tego wyciągnę. Właśnie dziś. Jak na 5 lat + dodatkowe 2 doktoratu to może niewiele – ale więcej niż NIC.)

By wyciągać wnioski nie wystarczy analizować tylko jednorazowych zdarzeń. Ale trzeba patrzeć i badać w dłuższej perspektywie czasu zdarzenia by ocenić jaki jest trend. Więc tyle lat zmarnowanych by dziś się już więcej nie strofować a zwyczajnie sobie odpuścić. Bo nawet przy zwinnie i szybko wykonanym kroku w tył to mogę spojrzeć na trend. I jest on wznoszący. Może jego dynamika w ostatnim czasie spadła to jednak ogólny poziom mojej świadomości na temat siebie i wprowadzanych zmian pnie się górę. Jeżeli poszłam na ekonomię po to by dziś nawoływać Was do patrzenia na trend a nie skupiania się na potknięciach, jeżeli ktokolwiek dostrzeże trend wzrostowy a nie jednorazową porażkę – to było warto.

Bądz dla siebie przyjacielem

Patrząc na ostatni rok – wykonałam ogromny skok. Układam na nowo życie zawodowe, robię rzeczy o których bałam się marzyć jak np. to, że prowadzę bloga. Blog się rozwija, współpracuję z markami. – w tym z marką Born2be – której hasztag jest moim ulubionym – #Born2beme.

Bądz dla siebie przyjacielem

Jak to mawiają – bądź sobą bo wszyscy inni są już zajęci. Nie bój się iść za marzeniami. Miej odwagę być sobą. Wówczas masz szansę zaprzyjaźnić się ze sobą. Zwyczajnie. Bądź dla siebie przyjacielem. Ja po raz kolejny uczę się tego, że w drodze do bycia Ok, wystarczającą – najważniejsze jest to by uwierzyć, że się jest OK. Uwierzyć, że się jest wystarczającym. A wtedy można już przenosić góry.  A prawdziwa przyjaźń potrafi znieść wiele potknięć. I takiej prawdziwej przyjaźni nam wszystkim życzę.

Wpis powstał przy współpracy z marką Born2Be

UBRANIE SPORTOWE (KOMPLET DRESOWY I BUTY) – BORN2BE #born2be

Bądz dla siebie przyjacielem Bądz dla siebie przyjacielem Bądz dla siebie przyjacielem Bądz dla siebie przyjacielem Bądz dla siebie przyjacielem Bądz dla siebie przyjacielem Bądz dla siebie przyjacielem Bądz dla siebie przyjacielemBądz dla siebie przyjacielemBądz dla siebie przyjacielem